orthank blog

Tag: biel

CCLVIII.

przez , 03.sty.2009, w Bez kategorii

            Gdy
dotarli do infirmerii, znów zaskoczyli kilka nieprzygotowanych do walki
jaszczurów.


- Mają problemy z wewnętrzną komunikacją. Powinniśmy być
poszukiwani w całych podziemiach. – Warknął Erlan wywołując kolejną kulę ognia.


            Tym
razem musiała być mniejsza i jej celem było przede wszystkim wywołanie chaosu.
W pomieszczeniu na łożach leżeli przywiązani więźniowie, których na nowo, lub
czasem pewnie też dopiero po raz pierwszy, uzależniano od popylicy. To właśnie
w tym miejscu golono ich, wypalano na ramieniu numery, nadawano im nową
tożsamość i przygotowywano do roli jaką mieli odegrać w społeczeństwie.
Trybików Avaritii.


            Kula
ognia rozleciała się we wszystkie strony na środku sali. Spanikowane jaszczury
zaczęły uciekać sycząc coś pod nosem. Dyzio podszedł do pierwszego łoża, które
powoli zaczynało płonąć i próbował odwiązać sznury. Nie było na to jednak
czasu. Podszedł do stolika z przyrządami medycznymi, wziął nóż, prawdopodobnie
lancet, i zaczął nim rozcinać sznury uwalniając tym samym kolejnych więźniów.
Erlan wziął skalpel i zrobił dokładnie to samo. Wypuszczano wolno wszystkich,
ale większość z nich nie była w stanie wstać. W końcu dotarli do łoża na którym
leżał Gotr. Był pobity, wymęczony, ale wciąż jeszcze świadom.


- Kurwa, też mi ratunek, wpierw mnie poparzyli, a teraz
mnie potną, jełopy. – Marudził.


- Nic mu nie jest. –  Westchnął Dyzio rozcinając go i specjalnie
lekko naciął mu skórę.


- I co teraz powinienem krzyknąć? Tak? Spierdalaj! –
Ryknął krasnolud wstając.


            Jednak
gdy już zszedł z łoża, poczuł, że ma problem z chodzeniem. Był zbyt zmęczony,
by samemu iść. Wszystko go bolało. Kisjevczyk złapał go i podparł przyjaciela.


- Co oni mi zrobili? – Spytał się na głos Gotr.

            Elf w
tym czasie grzebał w ampułkach z naparami. Wąchał je i sprawdzał. W końcu podał
jedną buteleczkę krasnoludowi.


- Wypij to.

- Popylica. – Westchnął Dyzio. – Nie będziemy już mieli
więcej z tobą problemu, będziesz robił, co ci Erlan każe. A ja się bez tego
podporządkuję.


- To nie popylica. – Dodał sztywno mag. – Widać, by
zaczęła działać i można było się od niej uzależnić trzeba osłabić organizm.
Wywołali ci zwiotczenie kończyn. Wypij to, to pomoże.


- To po co związywali? – Dziwił się krasnolud.

            Czarodziej
w tym czasie poił innych więźniów tym samym lekiem.


- Z dwóch powodów. Pierwszy, wciąż jesteś świadom, więc
to działanie psychologiczne. Oni chcą w ten sposób pokazać, że już jesteście
zniewoleni. Drugi to faktycznie zabezpieczenie, gdyby leki przestały działać.


            Po
napojeniu chorych, Erlan i Dyzio pomogli Gotrowi wyjść z sali. Co prawda szło
mu się coraz lepiej, ale jeszcze potrzebował ich pomocy. Co gorsza także
zwalniał ich ucieczkę.


            Tymczasem
jaszczurów, które ruszyły za nimi w pogoń było coraz więcej. Szczęściem w
nieszczęściu było to, że ich działania były słabo skoordynowane i praktycznie w
ogóle nie zarządzane. Tak długo przywykli do pilnowania uzależnionych, że nie
potrafili poradzić sobie z grupką trzeźwo myślących przeciwników.


            Krasnolud
powoli, odzyskiwał siły, w końcu był w stanie samemu uciekać, tymczasem elf
używał prostych czarów do zmylenia przeciwników. Wystarczyły dziwne dźwięki, by
kilkakrotnie zatrzymać pogoń. Wystarczyło że zza jaszczurów magiczny głos
krzyknął: „tutaj”, a już pościg zmieniał swój kierunek.


            W końcu
trójka przyjaciół dotarła do olbrzymiego magazynu w którym poukładano stosy
skrzyni, w których trzymano wszystko to, czego Avaritia nie pożądała, co uznała
za bezwartościowe.


            Dyzio
natychmiast zaczął w nich grzebać szukając swoich rzeczy. Erlan zamknął oczy,
skupił się na swojej księdze. Za pomocą magii stanął pomiędzy skrzyniami i jak
zahipnotyzowany nie otwierając oczu podążał ku tej, w której były ich rzeczy.


- To ta. – Stwierdził.

            Gotr
dopadł do niej pierwszy. Wyjął swój topór i od razu się ucieszył. W końcu
radość powróciła na jego twarz. Erlan wziął swoją księgę i wręcz przytulił ją
do serca. Kisjevczykowi chciało się śmiać. Ledwo
uwolnili się spod jarzma chciwości, a pierwszą rzeczą, którą robią jest
posiadanie. Są zbyt przywiązani do tych przedmiotów.
Wtedy w pudle zauważył
małą oryszalkową kulkę. Mój skarb…
Chwycił ją, zanim ktokolwiek zdołał ją zauważyć. I zachciało mu się śmiać, tym
razem z samego siebie.


            Nie
zdążyli zabrać swoich ubrań i większości przedmiotów.  Erlan jedynie wziął sześć strzał, które
dostali od widma, reszty nawet nie zauważył, gdy do komnaty wpadły jaszczury.
Ale nie te, które pilnowały bezpieczeństwa, tylko łowcy. Ci sami, którzy
zdobywali nowych niewolników Avaritii. Tyle, że tym razem nie zamierzały nikogo
łapać, a nie dopuścić do ucieczki. Miotały strzałami i kamieniami w trójkę
uciekinierów, szybko, mocno i zdecydowanie. Magowi trudno było się
skoncentrować. Nie było chwili, by czymś nie dostał, a ból utrudniał rzucenie
mu czaru.


            Dyzio
chwycił w rękę jakiś miecz i już miał ruszyć do ataku, gdy poczuł na ramieniu
rękę Gotra.


- Nie damy rady. Nie przetrwamy tego. W nogi! – Ryknął
krasnolud.


            I ruszył
pierwszy. Reszta pobiegła za nim w nadziei, że ich przyjaciel zna drogę. Tyle,
że jego najpierw kierowało przeczucie, a potem jasne światło. Widmo zmory.


            Ani
Erlan, ani Dyzio nie ujrzeli mistycznej postaci. Biegli za Gotrem rozglądając
się za ścigającymi ich jaszczurami. Przerażeni. Zmęczeni. Notorycznie uderzani
pociskami z proc i drobnym i kamieniami.


            Krasnolud
tymczasem miał wrażenie, że widmo go prowadzi. Wbiegł do ciemnego tunelu, w
którym jasna zmora była jedynym widocznym punktem, tak jasnym, że całkowicie
ograniczała widzenie. Nie mógł skupić się na niczym innym. Biegł w stronę
światła.


- Jesteś pewien, że dobrze idziemy?! – Irytował się
Dyzio.


- Musimy mu zaufać. – Odrzekł krasnolud.

- Mu? – Zdziwił się zdyszany Erlan.

- Widmo zmory… – Wymamrotał Kisjevczyk. – Ale dlaczego
go nie widzę?


- Ani ja.

- Jest jakiś inny, jakby odmieniony. – Westchnął
krasnolud.


            W końcu
zatrzymał się. Dobiegli do ściany. Ślepy korytarz. Widmo znikło.


- Kurwa! – Ryknął przerażony Gotr.

- Wprowadzili nas w pułapkę… – Wymamrotał Erlan. Ale skąd wiedzieli o…

- Jeśli to było widmo, nie powinniśmy tracić nadziei. Coś
uda się wymyślić. – Stwierdził Dyzio i zaczął się rozglądać.


            Trudno
było cokolwiek dostrzec, zwłaszcza człowiekowi, ale nie ustawał w
poszukiwaniach.


            Jaszczury
zaś zbliżały się nieubłaganie. Zdenerwowany mag, trzymający w ręku swoją księgę
nie potrafił się zdecydować jak ich najlepiej zatrzymać. Każdy czar, o którym
myślał, wymagał koncentracji i to sporej. Teraz było o to trudno. Jego serce
waliło mu o wiele szybciej niż normalnie. Dyszał. I wściekał się, że wpadli w pułapkę.


- Mam! – Ryknął nagle Dyzio. – Wiedziałem, że na widmie
można polegać.


- O co chodzi? – Zdziwił się Erlan.

- Drabina. – Powiedział Kisjevczyk.

            Było to
nienajlepsze słowo. To raczej były schody w ścianie przypominające drabinę,
tyle, że prowadziły wysoko na powierzchnię wprost do luku wentylacyjnego. Gotr
nie miał zamiaru dłużej myśleć. Pierwszy ruszył ku górze. Za nim poszli Erlan i
Dyzio.


            Gdy
jaszczury dobiegły do końca korytarza, nawet nie miały zamiaru kontynuować
pościgu dalej, ani tym bardziej nikogo zatrzymywać. Czekały tylko do momentu,
gdy uciekinierzy byli dla nich niezauważalni.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , więcej...

CCLVII.

przez , 03.sty.2009, w Bez kategorii

            Nim udali
się do infirmerii, gdzie, jak ustalili, przetrzymywano Gotra odwiedzili jeszcze
jedno miejsce. Właściwie można było to nazwać destylarnią naparu z popylicy. Tu
właśnie przygotowywano narkotyk, napój, który uzależniał. Poza jaszczurami nie
miał tu wstępu nikt, przynajmniej do samego centrum, bo przylegały obok też
inne pomieszczenia, w których np. przygotowywano butelki, czy rozwożono
narkotyk. Dotychczas wszystko jak w zegarku, ale gdy tylko pojawił się Erlan i
Dyzio a wraz z nimi kolory nikt nie potrafił ogarnąć chaosu, który wybuchł.


            Dotychczasowi
wyznawcy Avaritii mordowali jaszczury, wywracali wszystko do góry nogami,
skakali po stołach, tłukli butelki i wykonywali wszystkie polecenia samozwańczego
kapłana.


            Oczywiście
służby bezpieczeństwa starały się opanować tłum, nie były w stanie dotrzeć do
prowodyrów akcji, zwłaszcza, że ci bardzo szybko zmieniali swoje miejsce.


            Gdy
dotarli do serca destylarni, magiczne pociski oraz pięść Dyzia szybko powaliły
przebywające tam jaszczury, zwłaszcza, że nie były one przygotowane do walki.
Większość z nich całe życie zajmował się jedynie warzeniem „magicznego” napoju,
który uzależniał ofiary reżimu Avaritii. Byli łatwym celem. Kisjevczyk nie mógł
się nadziwić, że są tak słabi, że tak łatwo się dają pokonać. Ale elf wiedział,
że lada moment przybędą tu magowie. Wyczuwał to.


            Plan był
prosty, mieli dokonać dywersji, zmienić proporcje w warzonym napoju, tak by nie
uzależniał, by nie ogłupiał. Tyle, że choć mag był kiedyś zielarzem, nie znał
sposobu w jaki przyrządzano ów wywar. Dyzio zaczął wrzucać do olbrzymich
kotłów, co tylko wpadło mu do rąk, Erlan zaś poszukiwał przepisu. Niestety
szybko doszedł do wniosku, że jaszczury musiały go przepisywać sobie ustnie.
Nigdzie go nie zapisały. Sprytne, dzięki
temu były niezastąpione i potrzebne. System Avaritii nie był idealny, w
przeciwnym razie, zarówno strażnicy jak i ci, którzy przyrządzali napoje byliby
jego częścią, byliby uzależnieni. A tak, owszem służyli jej, ale musieli mieć
swoje powody.


            Niestety
nie było zbyt wiele czasu. Jaszczury w dość dużej ilości wpadły do środka,
uzbrojone w proce i inną broń miotającą, oraz piki, co gwarantowało zachowanie
odległości. Kisjevczyk nie miał za bardzo jak walczyć, starał się rzucać we
wrogów tym, co akurat znalazło się pod ręką. Erlan przechylił potężny gar, w
którym gotował się wywar, a gorąca ciecz rozlała się na podłogę i jaszczury,
które zaczęły straszliwie syczeć i skakać poparzone.


            Elf
dostrzegł też kilka innych jaszczurów, które wkradały się do sali. Starały się
pozostać niezauważone. Nie mieli żadnej broni, byli dość wątli w porównaniu z
pozostałymi. Jak nic magowie.


            I nie
pomylił się. Nie wiadomo skąd w izbie zaczęły spadać kamienie niszcząc i raniąc
tych, którzy stanęli na ich drodze. Czyli głównie Dyzia i Erlana, oraz tych
strażników, którzy nie wycofali się ze środka komnaty.


            Mag
schował się pod stołem. Tego jeszcze nie
próbowałem sam, a już na pewno nie w komnacie.


- Skryj się. – Rzucił do Dyzia.

            Erlan
włożył na chwilę rękę do ognia. Zapiekło go, ale nie miał jeszcze tak wielkiej
siły umysłu, by móc wyczarować swą broń bez komponentów. Większość
początkujących magów potrzebowało nie tylko treści czarów ale i składników. Tyle,
że dla nich zaklęcie o którym myślał elf było poza zasięgiem, tylko skrytym
marzeniem. Gdyby nie możliwość przejrzenia ksiąg Gildii, z pewnością nikt mu by
nie zdradził tego sekretu. Przynajmniej nie teraz. Czarodziej uśmiechnął się
pod nosem. Wyjął rękę z ognia, była poparzona, ale nie robiło to na nim żadnego
wrażenie. Wstał. Kilku magów skierowało w niego magiczne pociski. Owszem
bolesne, ale nie raniące. Broń prawie idealna. Zadająca ból, acz nie niszcząca
przeciwnika, tylko go oszołamiająca.


            Erlan
jednak nie reagował. Skoncentrował się na swoim zaklęciu. Czar musiał się udać.
Pierwszy raz w życiu tak ważne zaklęcie, tak potężne.


            Kula ognia zaczęła mu
się materializować między rękoma, a następnie rosnąć. Jeszcze tylko odpowiednio skierować jej tor. Była coraz większa. Jaszczury
trochę zainteresowane, trochę spanikowane jakby zelżały z atakami, czekając na
to, co się wydarzy. Dyzio schował się głębiej. A ogień zaczął także trawić i
elfa, acz nie robił mu szkody. Kula miała średnicę jednego metra. Ani
Kisjevczyk, ani sam czarodziej nigdy czegoś takiego nie widzieli. I nie
kontrolowali. Elf jednak zachowywał powagę i opanowanie. Nagle ogień ruszył,
wprost na jaszczury. Szybko szybował, wrogowie nie mieliz zbytnio czasu na
wycofanie się. Trafił w ścianę, tuż przy samych drzwiach. Wszystko zajęło się
ogniem, płonące odpryski kuli latały w różne strony. Jaszczury piszczały,
syczały i skwierczały. Nie były w stanie nic zrobić. Ból opanował ich
doszczętnie. Erlan wiedział, że póki co ich zatrzyma, ale teraz będą traktować
go jak potężnego maga i będzie gorzej się bronić. Podszedł do Kisjevczyka,
pomógł mu wstać i ruszyli ku infirmerii korzystając z tylnego wyjścia.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , , więcej...

CCLVI.

przez , 02.sty.2009, w Bez kategorii

            Erlan potrzebował
sił, aby wyzwolić się spod wpływów popylicy. Dwa dni później był już gotów do walki,
wiedział, że wcześniej nie mógł zbyt wiele zrobić, nie ryzykując. Gdy spotkał się
w sali gdzie odbywała się wymiana z Dyziem, rzekł w końcu.


- Mam nadzieję, że Gotrowi nic się nie stało, poza ponownym
przyzwyczajeniem go do narkotyku.


- Gotrowi? – Zdziwił się THX-1138.

- Jestem gotów, a ty?

- Gotów? – Dziwił się Kisjevczyk.

- Do walki, a do czegoż by innego? – Roześmiał się elf.

- Jaszczury… – Człowiek był coraz bardziej
zdenerwowany. – Do czego zmierzasz.


- Wrócił nie tylko mój umysł, ale i moje siły. Ty czy
Gotr walczycie bronią, a ja magią.


            Strażnicy
powoli, acz zdecydowanie zmierzali ku Erlanowi. Elf podniósł tylko ręce.


- Avaritio! – Ryknął. – Moja pani! Ja twój prorok i
najwyższy kapłan otrzymałem barw co nie miara.


            Między
rękoma maga zaczęły się mienić różne kolory, co wywołało poruszenie i
zdezorientowało jaszczury. Wszyscy patrzyli na NCC-1701.


- Każdy kto złoży ofiarę krwi z jaszczura, temu nasza
pani da ulgę w pragnieniu, podaruje wszystkie możliwe kolory.


            Strażnicy
nie wiedzieli jak zareagować. Omamieni popylicą także, dopiero Dyzio zrozumiał,
że teraz nadeszła jego kolej. Podszedł do najbliższego jaszczura i z całej siły
przywalił mu w pysk. Zdezorientowany gad legł na ziemię, a Kisjevczyk począł go
bić i kopać. Inne oniemiałe jaszczury nie wiedziały, którego atakować, czy elfa
czy oszalałego człowieka, zwłaszcza, że inne osoby w pomieszczeniu uważnie się
im przyglądały. Gdy nagle szata THX-1138 przestała być biała, a kolory były tak
wyraziste, że większość nie potrafiła odciągnąć od nich oczu. Dyzio wtedy
skręcił kark jaszczurowi i wstał szukając kolejnego.


- Pani go nagrodziła za ofiarę. – Westchnął Erlan. I niech mi teraz ktoś spróbuje zaprzeczyć,
że religia to opium dla mas.


            Inni
ubrani na biało, pragnący kolorów zaczęli się rzucać na jaszczury, które
natychmiast jak jeden mąż się wycofały z pomieszczenia. W środku zostali
jedynie Erlan i Dyzio.


- No to zaczyna się zabawa. – Westchnął elf.

- Nie boisz się, że nie mają magów?

- Owszem, nawet jestem pewien, że mają. Ale minie trochę
czasu nim opanują to zamieszanie, a my musimy wywołać większe.


- A co potem? – Dopytywał Kisjevczyk.

- Potem niestety zostawimy wszystko swojemu własnemu
biegowi. Moglibyśmy walczyć dalej, ale nawet jeśli wygramy sprawę przegramy
życie. Nim jednak uda nam się uwolnić tłum spod popylicy, będziemy martwi. Plan
jest zatem dość prosty. Ja sieję chaos, ty zniszczenie i za wszelką cenę
unikamy Avaritii.


- Nie damy rady smoczycy? Chyba nas nie doceniasz. –
Ironizował Kisjevczyk.


- No w dwójkę może byśmy dali radę, ale wiesz, trzeba
ratować Gotra, potem będzie nas tylko spowalniał. Wracamy do Altburga. A potem
do Arabii.


            Wyszli
na zewnątrz, tam powtórzyli scenę z kolorami i składaniem ofiar jeszcze kilka
razy, a potem Erlan zaczął za pomocą kolorów wywabiać mieszkańców z dormitoriów.
W ciągu zaledwie godziny całe podziemia były pogrążone w totalnym chaosie. Uporządkowany
świat Avaritii rządzony chciwością, od tej samej chciwości upadł. Kolory teraz
były wszędzie a ci, którzy mordowali jaszczury i niszczyli popylicę dostawali
obietnicę, że posiądą sekret barw.


            Elf
jednak wiedział, że zamieszanie nie potrwa długo. Jaszczury się
przegrupowywały, a wraz z nimi pojawili się i ich magowie, którzy przywracali
biel i obezwładniali innych. Jednak mieli zajęcia na, co najmniej kilka godzin.
Wystarczająco długo by stąd uciec.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

CCLV.

przez , 01.sty.2009, w Bez kategorii

            Gdy Gotr
odzyskał przytomność, był związany, leżał na łożu w białej sali, a wokół niego
kręciło się kilka jaszczurów.


- ZQJ-2012 się obudził. – Syknął jeden z nich.

- W imieniu prawa pani Avaritii zostajesz oskarżony o
działalność wywrotową, sprzeniewierzenie się obowiązującym prawom,
myślozbrodnię.


- Myśloco? – Zdziwił się krasnolud.

- Myślozbrodnię. – Powtórzył jaszczur. – Nie wiemy, co
dokładnie planowałeś, przewrót, ucieczkę czy inne ciężkie przestępstwo. Należysz
do Avaritii i ona decyduje o twoim losie. Ona wie o wiele bardziej niż ty sam,
czego ty pragniesz i czego ci zależy. Ona ofiarowała ci kolory, a ty jak się
jej odpłaciłeś?


- Kurwa, pieprzona ladacznica, niech sobie wsadzi te
kolory w swój śmierdzący kuper.


            I dostał
w twarz. Potem znów został pobity do nieprzytomności. Obudził się dopiero po
kilku godzinach, tym razem nie reagował, aż przeczytano mu wykaz zbrodni do
końca.


- Czy rozumiesz zarzuty?

- Jasne, oczywiście, poza tym, że niektóre są wyssane z
palca krasnoluda, to część nawet się zgadza. – Mruknął pod nosem. – Choć nie
rozumiem czemu mi to wszystko dano, nie chciałem się tu znaleźć.


- Powinieneś być wdzięczny Avaritii, dała ci nowe życie,
wszystko mogłeś zacząć od początku. – Powtarzał gad.


- Słucham? Wdzięczny za to? Ja o to nie prosiłem. To co
było wcześniej może mi się nie podobało aż nadto, ale o wiele bardziej niż, to
co jest tutaj.


- Nie chciałbyś wrócić do świata na powierzchni. Nie po
tym, co przeszedłeś. I co przeszedł, gdy ty byłeś tutaj.


- Ile tu jestem? – Zdziwił się Gotr. – Wojna esteliońska?

- Czy to ważne? Liczy się to, że jesteś w świecie, który
dała ci Avaritia. Dostałeś nowe życie, nie wykorzystałeś go, sprzeniewierzyłeś
je. Wiesz, co cię czeka teraz? Ewaporacja…


- Śmierć?

- Świadoma. – Potwierdził jaszczur. – Ale nie ostateczna.
Zmienimy ci numer, Avaritia patrzy i widzi twoje niecne postępowanie, ale
postanowiła ci dać jeszcze jedną szansę. Dostaniesz nowy numer, nową tożsamość,
zaczniesz wszystko od początku, po treningu przygotowującym cię do życia w
społeczeństwie. Znów będziesz łaknął popylicy, znów będziesz cennym członkiem
społeczeństwa, znów praca będzie ci sprawiać satysfakcję a gromadzenie będzie
cię cieszyć.


- Faktycznie, to gorsze niż śmierć. Ciało przeżyje. Duch
raczej nie.


- Tylko musisz pamiętać o jednym. – Dodał jaszczur. – To będzie
twoja ostatnia szansa. Jeśli zawiedziesz, dalej nie będzie już nowej oferty,
następna ewaporacja będzie oznaczała ostateczną kasację twojego numeru.


- Kasację numeru? – Zdziwił się Gotr.

- Śmierć formalną. Pamiętaj o tym. Jeśli popylica
przestanie działać, zgłoś się do funkcjonariuszy z prośbą o skierowanie na
trening. Nie próbuj działać sam. Rozumiesz?


- Obawiam się, że tak. – Odrzekł ze smutkiem. I zamknął
oczy, by przypadkiem nie uronić łzy.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

CCLIV.

przez , 01.sty.2009, w Bez kategorii

            Po pracy następnego dnia, THX-1138 i  ZQJ-2012 spotkali się w miejscu wymiany, by znów
podyskutować i sprawdzić, czy u drugiego wszystko w porządku.


- Nie uwierzysz, ale znalazłem elfa gotowego do wymiany. –
Rzekł Kisjevczyk.


- Serio? – Krasnolud starał się nie uzewnętrzniać zbytnio
zdziwienia.


- Tak, może przyjdzie i zechce się z nami powymieniać.
Twierdził, że ma dużo zbędnych klocków.


- To dobrze, bo ja mam coraz dziwniejsze wrażenie, że –
ściszył głos – przestaję się kontrolować. Dziś w kopalni spadł mi na głowę
kawałek kamienia i zareagowałem tak jak zwykle, znaczy jakbym zareagował zwykle
w normalnych częściach Miscle, nie tutaj.


- Język zabolał?

- Ano, to mało powiedziane. Teraz mam jaszczurczy ogon.
Dlatego trzeba uważać, na to co mówimy. – Powiedział Gotr.


            Pokręcili
się jeszcze po sali, porozmawiali trochę z innymi osobami, które przyszły tu na
wymianę, trzeba było zachowywać jakieś pozory. I tak większość przychodzących jedynie
oglądała, bo zaprogramowana w nich chciwość nie pozwalała sfinalizować im
transakcji. Trzeba było tylko umiejętnie wpasować się w tłum. W końcu obaj
przyjaciele mieli zamiar wracać do swych pokojów, gdy nagle w drzwiach pojawił
się Erlan. Zupełnie nie zachowywał się jakby ich rozpoznał czy znał. Podszedł
do pierwszego kolesia i zaczął z nim rozmawiać właśnie o wymianie kolorów. Potem
do kolejnego i jeszcze jedno. Gotr i Dyzio porozumiewawczo spojrzeli na siebie
i zaczęli znów się wymieniać. Dotykając swoje klocki. W końcu podszedł do nich
NCC-1701.


- Klocki bordo, macie takie? – Zapytał.

- Nie. – Odrzekł krasnolud. – Mam tylko klocek o kolorze
pirytu.


- A ja choszechowy. – Dodał Dyzio.

- Nic mi takie kolory nie mówią. – Westchnął elf. – Ale
gdybyście mieli coś iluminującego, chętnie bym to zobaczył.


- Iluminującego. – Zdziwił się ZQJ-2012.

- Oddam wszystkie klocki, za coś takiego. Oryszalk mógłby
się nadać.


- Ach, oryszalk… – Potwierdził Dyzio. – Tylko Avaritia
wie, gdzie on jest.


- A jak tam piłeś dziś już popylicę? – Zapytał krasnolud.

- Moja trochę jak szczochy smakuje. – Dodał Kisjevczyk.

            Erlan
jakby przez chwilę się uśmiechnął, acz bardzo szybko znów był poważny.


- Myślę, że u mnie jej barwa jest magiczna. Ale skoro nie
macie nic ciekawego na wymianę to jutro się spotkamy. Trzeba pomyśleć, skąd
mogą pochodzić kolory.


            Erlan
odszedł od nich, zupełnie się nie żegnając, podchodząc do kolejnych osób. Gotr
zaczął się zbierać, był już przy drzwiach, gdy nagle ktoś podstawił mu nogę. ZQJ-2012
runął na ziemię.


- Kurwa! – Ryknął podświadomie.

            Na to
tylko czekali. Jaszczur, który go podhaczył i kilku innych, rzuciło się na
krasnoluda obezwładniając go.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

CCLIII.

przez , 31.gru.2008, w Bez kategorii

            Minęły trzy dni odkąd THX-1138 przetransformował się
z powrotem w Dyzia, choć oczywiście zmiana ta póki, co była niepełna. Powierzchowność
pozostała bez zmian, zmienił się jedynie środek, wnętrze, sposób widzenia świata
Avaritii i samospostrzegania. Starał się w pewien sposób spotykać i kontaktować
z Gotrem, acz było to trudne zadanie. Kisjevczyk nauczył się zauważać stojące
nieruchomo, pochowane po kontach jaszczury, który obserwowały wszystkich,
licząc na błędy tych, którzy wyrwali się ze szpon uzależnienia od popylicy.


            Dyzio
pracował w olbrzymim kompleksie szwalni, gdzie zajmował się pleceniem płótna. Tkacze
używali krosna wytwarzając materiał, który wpierw był barwiony na śnieżnobiały kolor,
a następnie przetwarzany na ubrania. Oczywiście wszystkie w jednolitym kroju,
różniącym się, co najwyżej rozmiarem. Nie było specjalnego rozróżnienia na
płcie, co dopóty Kisjevczyk był pod wpływem popylicy zupełnie mu nie
przeszkadzało. Potem raczej też nie, ale miał problem z zebraniem swoich myśli,
zwłaszcza gdy przychodziła jego przełożona, elfka TXF-1013. Co z tego, że była
łysa i całkowicie drętwa, zajęta jedynie pracą, gdy młodzieńcowi bardzo się
podobała. Miała wspaniałe jasnofioletowe oczy, dość długie, szpiczaste uszy, no
i wydatne piersi. Te bardzo często nabrzmiałe, zakryte jedynie trochę za małą
koszulą coraz bardziej intrygowały Dyzia i zauważał, że się w nie gapi,
zapominając o pracy. Dobrze, że nie ma tu
jaszczurów, na pewno bym wpadł.


            Kisjevczyka
coraz bardziej interesowało to, czy istnieje tu jakiś sposób na rozmnażanie się
uznany przez Avaritię i jej służby. Chętnie
bym spróbował z TXF-1013.
Ale dopiero pewnego dnia wpadł na pomysł by za
nią pójść, zobaczyć inne elfy i może znaleźć tam Erlana, acz nie było to
priorytetem. Najważniejsze było dowiedzenie się czegoś o elfce. Wystarczy, że jej uświadomię gdzie jesteśmy,
nauczę ją nie pić popylicy, a mocz… Kurwa uryniarz ze mnie. Ale może ona i
ja…


            Dyzia
najbardziej w tym wszystkim denerwowało właśnie to, że musiał z samego rana lać
do buteleczek po popylicy, a potem w trakcie dnia to pić. Nie podobało mu się
to, ale wiedział, że na razie nie ma innego wyjścia. Trudno się mówi. Gotr może ma powalone pomysły, ale ten się sprawdził.


            Wszedł
do sali w której jadały elfy, TXF zasiadła przy jednym ze stołów. Jaszczury
trochę dziwnie się na niego patrzyły, ale nie reagowały. Widać musiały się tu
zdarzać pewne niezguły, które trafiały do złych sal, lub w tej także bywali
ludzie. Może we wcześniejszych godzinach? Nie wiedział tego i prawdę mówiąc
słabo go to interesowało.


            Wolał
spoglądać na elfki, wszystkie łyse, w różnym wieku, acz dorodne. Podobało mu
się tu, zwłaszcza, gdy czasem, któraś zdjęła koszulę, bo było jej za gorąco. Jak niewiele trzeba by tą niewolę przemienić
w raj.


            Nawet
nie szukał specjalnie Erlana, gdy spostrzegł go przy jednym ze stolików. Kisjevczyk
czekał, aż mag skończy jeść, a gdy tylko szedł już odstawić talerze, podszedł
do niego.


- Hej, mam brodo kloca, wymienisz się?

- Nie. – Odrzekł stanowczo elf z numerem NCC-1701.

- Może jednak. – Proponował Kisjevczyk. Czemu nie jest chciwy?

- Dzięki.

            Erlan
zaczął odchodzić.


- Gdybyś się jednak zdecydował, to będę jutro wieczorem w
centrum wymiany. – Powiedział THX i przewrócił się tak, by wpaść w butelki
popylicy przyjaciela. Podmienił je na swoje.


            Mag nie
zauważył. Pokręcił tylko głową i poszedł w swoją stronę.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

CCLII.

przez , 30.gru.2008, w Bez kategorii

            Wieczorem
Gotr udał się miejsca, gdzie odbywała się wymiana. THX-1138 już tam czekał, nie
zareagował na krasnoluda, stał niewzruszony. ZQJ-2012 podszedł do niego, lekko
zdenerwowany. Czy wytrzymał?


- Myślałem, że już nie przyjdziesz. – Rzekł Kisjevczyk. –
Ja się coś dziś źle czuję. Chyba strułem się naleśnikami.


- Ach tak. – Krasnolud chciał się roześmiać, ale opanował
się. Naleśnikami, wątpię by was nimi
karmiono.


- To, co przejdziemy do wymiany? Mam niesamowite kolory,
czerwony jak rzeka…


- Dużo słów. Interes to nie gadanina, ktoś mógłby
podsłuchać i zaproponować inną transakcję. – Pouczył go Gotr.


- Dopiero się uczę.

- Widzę. Mam nadzieję, że problemy żołądkowe przejdą
niebawem. Ważne byś regularnie pił popylicę, wiem, że będzie smakowała jak
mocz, ale to naturalne. Szybko dzięki temu dojdziesz do siebie. – Westchnął.


- I śmierdziała? – Zapytał Dyzio. Rozumiem, że musimy grać w gierki słowne. Ale chcesz bym pił własny
mocz?


- Niestety, ale trzeba się przyzwyczaić. Pomaga.

            Gotr
miał nieodpartą chęć uściskania swego towarzysza. Nie pamiętał kiedy ostatnim
razem był tak zadowolony, ale pamiętał, że trzeba uważać. Służby bezpieczeństwa jest wszędzie mnóstwo. Jaszczury węszą i trzeba
uważać, by nie wpaść. Mam ci tyle do opowiedzenia i nie wiem od czego zacząć i
jak przekazać wszystko, co już wiem. No i jeszcze w jaki sposób, by nie narazić
nas.


- Słyszałeś może o elfie, który chciałby się wymienić? –
Zapytał THX-1138.


- Wciąż takowego szukam. Też chciałbym wymienić się z
elfem. – Odrzekł Gotr.


- No cóż, w takim razie chyba na razie wiem wszystko. Jak
znajdę chętnego elfa, dokonamy ostatecznej wymiany, co ty na to?


- Też jakoś nie mogę się zdecydować na to, by oddać ci
mój klocek. – Westchnął krasnolud.


- Ani ja.

            Pożegnali
się i rozeszli.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

CCLI.

przez , 29.gru.2008, w Bez kategorii

            Gdy Gotr wrócił do swojego pokoju, ZQJ-1999 już
tam był. Wyraźnie rozdrażniony i poirytowany. Miał dość czekania, albo doszedł
do wniosku, że ewaporacja nie do końca może być dla niego dobra. Od razu
zauważył ZQJ-2012 i zaczął w niego rzucać swoimi klockami. Gotr nie wiedział
jak zareagować, nie chciał się przyznać, że nie bierze popylicy, zwłaszcza, że
jego towarzysz zachowywał się po niej całkowicie nieodpowiedzialnie i dziwnie. Stanowił
coraz większe zagrożenie.


            ZQJ-1999
wstał z łóżka i podszedł do Gotra, którego walnął z całej siły w twarz. 2012
ledwo się powstrzymał przed oddaniem. Kurwa
tylko tego brakuje.


- I co chuju? Wiesz, mógłbym ci się spuścić na twarz, a
ty byś to co najwyżej wylizał. I czy to dowód na to, że jesteś pedałem!? Kurwa,
wnerwiasz mnie koleś! – I walnął ZQJ-2012 z całej siły w brzuch.


            Gotr aż
się przewrócił. Miał wielką ochotę wstać i oddać swemu towarzyszowi. Jakie szczęście, że pijesz moje szczyny
skurwielu. Cieszy mnie, że mają kolor preparatu z popylicy, inaczej nie miałbyś
szans się ich napić. I czy czyni to z ciebie pedała? Jak dla mnie tak. Urynopijca!


            Krasnolud podniósł się na nogi i wybiegł z pokoju.

- A spierdalaj chuju! I módl się do swojej Avaritii! –
Ryczał ZQJ-1999. – Skurwysyn! Ćwok! Dziabąg! Gnój!


            Strażnicy
natychmiast zainteresowali się Gotrem. Zatrzymali go, przyjrzeli się mu.


- Co się stało, ZQJ-2012? – Zapytał jeden z nich.

- Nie wiem. Mój współlokator, dziwnie się zachowuje. Uderzył
mnie. I mówił coś złego o Avaritii. Szedłem do kapłanek spytać się, co z tym
zrobić. Może za mało dostał klocków? Może za mało pracuje? Nie wiem, sprawia
wrażenie nieszczęśliwego.


- Zaczekaj tu! – Rozkazał jaszczur.

            Gotr nie
wiedział skąd się ich tu tyle wzięło. W ciągu kilku sekund ujrzał chyba z
siedemnastu przedstawicieli służb bezpieczeństwa. Znaczy, że oni muszą być pochowani wszędzie. Tylko nie zawsze ich
widzę. Jest dużo gorzej niż myślałem, skoro tak, oni mogą mnie obserwować nawet
wtedy, gdy nie zdaję sobie z tego sprawy. Mogę być w większym
niebezpieczeństwie, niż mi się wydawało. Jeśli Dyzio nie wytrwa w
postanowieniu, będzie źle.


            Stał i
czekał. W końcu zauważył, jak jaszczury wyprowadzają jego towarzysza. ZQJ-1999
był wyjątkowo zadowolony i uśmiechnięty.


- Widzisz pedale, widzisz? – Krzyczał do Gotra. – Teraz będę
wolny. Skończył się mój czas. Wrócę do domu… Będę wolny! Będę wolny! –
Cieszył się.


            ZQJ-2012
nie wiedział, czy jego dawny towarzysz naprawdę wierzył w powrót do domu, czy
raczej w śmierć, która miała przynieść mu wybawienie. Bał się o tym myśleć. Kurwa, dwóch już załatwiłem. Trzeba
pamiętać, by wyryć dwie kreski na moim toporze jak tylko go odnajdę. Tylko, że
to wcale nie jest przyjemna śmierć. Ani tym bardziej uczciwy sposób na
mordowanie. Nic im nie zrobiłem, nie miałem też odwagi odebrać im życia samemu,
a jednak zginęli przeze mnie.


            Przez
godzinę rozmawiał z kapłanką, LHR-1666 znów powiedziała mu tylko i wyłącznie,
że powinien więcej pracować, więcej pragnąć i być szczęśliwszym. Ciągle ta
sama, powtarzana w kółko kwestia.


            Gdy
wrócił do swego domostwa, znalazł tam kolejną istotę. Halflinga, ogolonego do
cna, także na nogach, z numerem IRP-1410. Od razu było widać, że nowy jest pod
wpływem popylicy. Krasnoluda trochę interesowało, jak zareagowałby jego
współlokator na bicie, ale wolał nie ryzykować. Tego kolesia już nie uwolnię. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu,
przykro mi, ale on musi pozostać nieświadom swego istnienia.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , więcej...

CCL.

przez , 28.gru.2008, w Bez kategorii

            By
znaleźć swoich przyjaciół, Gotr musiał także dokonywać pewnych małych dywersji
i sabotażu, tak by nikt go nie przyłapał. Chodziło głównie o to, by mógł
zwiedzić te części podziemi, do których normalnie nie miał dostępu. Z kopalni
udało mu się przemycić trochę kamieni, które dzień w dzień wrzucał na podłodze
jadalni. Tak jak przypuszczał, wszystko było zmywane wodą i wpadało do ścieków,
taki pokojowy rynsztok. Im więcej było tam paprochów, nie tylko kamyczków, ale
też dziwnym trafem spadł mu widelec, trochę żarcia na podłogę i tak dalej, tym
większe prawdopodobieństwo, że odpływ się zatka. I tak też się stało. Służba
bezpieczeństwa nie zwróciła na to uwagi, nie przypuszczała, żeby było to celowe
działanie, ale dzięki temu krasnolud mógł choć przez jeden dzień biesiadować
gdzieś indziej. Rankiem wszedł do sali mu wskazanej, acz nie było tu nikogo,
kogo by szukał. W większości znajdowały się tu kobiety, głównie z w ciąży. Wątpię by smoczyca porywała takie matki, ona
musi organizować tu jakiś dziwny sposób rozmnażania. Tylko, po co jej maluchy,
czy je wykorzystuje, czy zjada? Nie chcę wiedzieć.


            Po
południu zaś podhaczył innego krasnoluda, tak, że ten przewrócił wskaźnik instruujący
gdzie dziś odbywa się kolacja. ZQJ-2012 pomógł mu wstać, poprawił też ów znak,
acz zmienił trochę jego ustawienie, tak by zbadać inną stołówkę.


            Faktycznie
w znacznej większości siedzieli w niej ludzie, ale nie potrafił nikogo
dostrzec. Ani Dyzia. Ani Erlana. Trudno powiedzieć, czy bardziej to zirytowało
krasnoluda, czy zrobiło mu się przykro. Powoli zaczął tracić nadzieję, że
kiedykolwiek znajdzie swoich towarzyszy. Potem dopiero uświadomił sobie, że
odnalezienie ich może nie być takie łatwe, głównie ze względu na wygląd. Znów o tym zapomniałem, łyse pały wyglądają
inaczej, muszę się dokładnie im przyjrzeć.


            Problemem
jednak były jaszczury, które uważnie obserwowały salę. Krasnolud już zjadł
swoją porcję, i wiedział, że powinien wyjść. Wszyscy pod wpływem popylicy tak
robili. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby pójść po dokładkę, po drugą porcję. Gotr
czuł się trochę jak pionier, a potem szukał miejsca. Powoli, starając nie
zwracać na siebie niczyjej uwagi. W końcu zauważył łysego mężczyznę zajadającego
potrawę. Ledwo zdusił uśmiech. Podszedł do niego, zapytał czy miejsce jest
wolne, a potem usiadł obok Dyzia. Spojrzał na jego numerek. THX-1138. Będzie trzeba zapamiętać. Co za powalony
numer.


- I co pajacu? – Zapytał Gotr.

- Słucham? – Zdziwił się Kisjevczyk.

- Jakie już masz kolory?

- Czerwony, zielony i trzy niebieskie. – Odrzekł THX-1138.

- Mam zbędny złoty i srebrny, oraz turkusowy na wymianę. –
Wymyślał krasnolud. – Oczywiście jak jesteś zainteresowany.


- Znaczy, mógłbym ci dać dwa niebieskie za… –
Zastanawiał się Dyzio.


- Musimy tylko ustalić miejsce targu.

- Może w pokoju wymiany. – Odrzekł THX-1138.

- Gdzie to jest? – Zapytał zdziwiony ZQJ-2012.

            Kisjevczyk
mu wytłumaczył. Krasnolud zapamiętał. Że
też wcześniej o tym nie pomyślałem, oni faktycznie każą nam tu gromadzić, ale
pozwalają się wymieniać. Przynajmniej wiem, gdzie będę mógł się z nim spotykać.
Może nie jest tu tak źle jak sądziłem, znaczy jak się urządzi i jest się sobą?


- Super, to jutro po pracy. – Westchnął Gotr. – Ale ponieważ
ja mam trzy do wymiany, a ty dwie, to jeden warunek. Będzie od ciebie wymagał
tylko siły woli, muszę być pewny, że nie oddam swoich klocków byle komu. –
Potem mocno ściszył głos. – Do jutrzejszego spotkania nie używaj popylicy. Choćby
nie wiem, co się stało. Staraj się zachować normalnie, tylko jej nie używaj. Poznam
to, dostaniesz wtedy trzy za dwie. – I tak
oto chciwość stanie się mym sprzymierzeńcem.


- Umowa stoi. – Odrzekł THX-1138.

- I nie mów o tym nikomu. Pamiętaj, nikomu. – Powiedział krasnolud.

            A potem
dokończył swoje jedzenie i ruszył do pokoju.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , , więcej...

CCXLIX.

przez , 28.gru.2008, w Bez kategorii

            W
świecie Avaritii musiało być tysiące istot, Gotr nie potrafił ich zliczyć.
Nigdy nie był sam, praktycznie zawsze ktoś mu towarzyszył. Ale to zupełnie nie
zmieniało faktu, iż odczuwał coraz większą samotność. Przez ponad tydzień
próbował znaleźć swoich przyjaciół, powoli tracił już nadzieję. Jedyną chwilą,
gdy mógł poważnie porozmawiać, było wyznanie w konfesjonale. Tylko, czy tam go
słuchano? Miał raczej wrażenie, że było to jedyne miejsce, gdzie mógł się
wyżalić, gdzie mógł się wypłakać, jeśli miałby taką potrzebę. Kapłanki nie
słuchały zbyt uważnie, nie analizowały wypowiadanych doń zdań, inaczej pewnie
ZQJ-2012 zostałby już ewaporowany.


            Męczyło
go to. Irytowało. Zaczynał rozumieć jedną rzecz, jeśli faktycznie ktoś
wcześniej uniezależnił się od popylicy to i tak robił wszystko, by do niej
wrócić. Nie było innej możliwości, to była jedyna ucieczka. Ale ja nie chcę się poddać, nie chcę wracać
do stanu nieświadomości.
Musieli być tacy, którzy podjęli walkę. Ewaporowani. Tracili resztkę swego
istnienia, to co im pozostawiono, ale na krótki czas.


            Gotr
zaczął zauważać jeszcze jedną dziwną rzecz. Zaczynał czasem do siebie mówić,
przebywał w ciszy, w oderwaniu od innych, jego myśli go przytłaczały. Czasem
się artykułowały, samoistnie, nie kontrolował tego. I bał się. Jeśli mi się wyrwie? Musiał, coś zrobić.
Musiał zacząć działać.


            Czekał,
aż ZQJ-1999 zaśnie. Gdy już był pewien, że jego towarzysz śpi twardym snem,
podszedł do jego buteleczek z popylicą i podmienił je na swoje szczyny. Zobaczymy, co z tego wyniknie.


            Rankiem
wstali obaj. Gotr nie odzywał się, starał się zachowywać jeszcze bardziej
cicho, jakby był pod wpływem narkotyku. ZQJ-1999 wypił pierwszą dawkę moczu,
skrzywił się trochę, ale nic nie zauważył. Minie
trochę czasu, nim całość zacznie działać.


            Wieczorem
ZQJ-2012 siedział na swoim łożu i przyglądał się swoim klockom, gdy do
pomieszczenia wszedł mocno spóźniony towarzysz. Gotr specjalnie nie zareagował,
udawał w całości skoncentrowanego na swoich kolorach. Pierdolca można dostać jak się patrzy na to dziadostwo!


            Towarzysz
tylko się uśmiechnął i podszedł do swojego łoża. Wziął jeden klocek i rzucił
nim w Gotra.


- Łap. – Roześmiał się.

            ZQJ-2012
był bardzo zdziwiony. Kurwa, facet nie
skumał, że nie powinien się ujawniać.


- Pewnie nie pojmujesz, dlaczego daję ci swoje klocki,
prawda?


- Nie. – Odrzekł Gotr.

- Widzisz, nauczyłem się żyć bez nich. Jestem wolny i
szczęśliwy, wszystko mi się przypomniało. Smoczyca kazała mi tu siedzieć trzy
lata, nie wiem ile już minęło, ale długo. Niebawem mnie wypuszczą, wiesz? Leki
przestały na mnie działać. To logiczny wniosek, ale co ty możesz wiedzieć. Nic
nie kumasz, prawda? – Cieszył się ZQJ-1999. – Jesteś ćwokiem i tyle, a ja
niebawem zostanę ewaporowany. Kto by pomyślał, że coś, o czym staramy się nie
myśleć, coś co próbujemy zapomnieć jak tylko widzieliśmy jest naszym zbawieniem.
Mój czas tutaj dobiega końca, niebawem wrócę do swojego domu. Wolny! Nie
rozumiesz tych słów, co 2012?


- Nie. – Odpowiedział. Kurwa debil! On myśli, że go wypuszczą. On ma taką nadzieję, żyje nią. Nie
wie, że to ja go uwolniłem. Avaritia nikogo nie wypuści, nikogo. Wykorzysta nas
do końca, nie rozumiesz tego? To podłość najgorszego stopnia, zabrała ci
indywidualność, jesteś tylko numerem w stanie jej posiadania. Numerem bestii.
Numerem, który można zastąpić innym. Ale nie dlatego, że znalazł się lepszy,
czy skończył się twój czas, ale dlatego, że przestałeś być już użyteczny. Pomyśl
chłopie!


- Wyglądasz jakbyś chciał coś powiedzieć, ale nic nie
kumasz. Weź, weź wszystkie moje klocki. Ciesz się nimi. Gromadź, posiadaj,
pożądaj, a będziesz szczęśliwszym. Pracuj więcej, ciężej i unikaj wypadków,
bądź produktywniejszy.


            Gotr
chciał się zaśmiać.


- Widzisz, to język, który rozumiesz. Nic nie kumasz o
wolności. Twój czas nie nadszedł. Byłem kiedyś kupcem i rzemieślnikiem w
Altburgu, wiesz?


- Nie. – Odpowiedział ZQJ-2012. Mój towarzysz jest zbyt lekkomyślny, a co za tym idzie, zbyt
niebezpieczny dla mnie. Nie może się domyślić, że to ja go uwolniłem spod
popylicy. Gorzej, że nie mogę przy nim wymieniać butelek. Nie może wiedzieć, że
ja wiem, zbyt duże ryzyko.


- Nie wiesz, co to Altburg. W ogóle mało wiesz, nic nie
kumasz poza tymi białymi ścianami. Trudno, szkoda, że jesteś mało rozmowny i
taki nierozgarnięty. Będę wolny i to się liczy. Niedługo mnie ewaporują.


            Gotr
uśmiechnął się. To pewne. Tylko niestety
będzie to wyglądało inaczej niż sobie teraz to wymarzyłeś. To nie będzie powrót
do wolności, ale koniec.

Komentowanie nie jest możliwe :, , , więcej...

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...