orthank blog

XXXVIII.

przez , 04.mar.2013, w Bez kategorii

Restauracja „Pod złotym bocianem” należała do tak drogich i wykwintnych miejsc, że Darvid Ikovar w nich nie bywał. Z trudem wiedział jak się zachować, zwłaszcza gdy zobaczył ilość sztućców, która leżała przy jego talerzu.
Severin Anjing spojrzał na niego z pewnym rozbawieniem.
- Myślisz, że ktoś tu zwraca uwagę na te konwenanse? – Zapytał w końcu.
- Zazwyczaj ktoś zwraca.
- Nie, gdy przychodzi do płacenia. To ekskluzywne miejsce, przy dużym napiwku wolno ci naprawdę dużo.
Agent i tak czuł się nieswojo. Severin zaproponował mu wspólny obiad, ale Ikovar nie wiedział, czy chce kontynuować tę znajomość. Liczyło się tylko orypium.
- Pewnie już wiesz kim jestem i czym się zajmuję. – Powiedział Anjing.
- Kim jesteś to tak, ale czym dokładnie się zajmujesz to nie wiem. Wiem, kim jest twoja matka. Główną szychą w Ergonie.
- Główną szychą jest „Puchacz” Jabi. – Poprawił go Severin. – Moja mama jest tylko główną zarządzającą. Ja zaś znajduje sobie tu różne fuchy, nie przemęczam się. Ale nie wiem nic o tobie.
- Jestem agentem operacyjnym GAWu.
- O kurwa. – Przeklął pracownik Ergonu. – Mam nadzieję…
- Jestem tu całkowicie prywatnie. Nie prowadzę, żadnego dochodzenia. Mam kompletnie inną sprawę na głowie. Zresztą teraz GAW nie ma głowy do nar… środków. Jestem też gejem i mam problemy z narkotykami, a orypium to coś, co mi ostatnio nie dawało myśleć.
- Radzisz sobie w GAWie z takimi… wadami? – Zdziwił się Anjing.
Kelner właśnie podał wino, a chwilę później przyniósł przysmażony stek.
- Muszę. Moja orientacja to moja sprawa. A uzależnienia, cóż… Bywa ciężko. Ale póki, wszystko mam pod kontrolą, daję sobie radę.
- To, co ci wtedy dałem to dobry towar, daje niezłego kopa. Ale jak każdy towar uzależnia. Wolniej, ale bardziej niż cokolwiek innego.
- Masz to jeszcze? – Zapytał Ikovar.
- Mam. I rozumiem, że jesteś zainteresowany kupnem.
- Na to wygląda.
- Tak myślałem. – Odparł Severin. – Przecież nie spotykamy się tu na randce.
- To też moglibyśmy spróbować.
- Towar jest efektem ubocznym jednego z tajnych projektów Ergonu. To biosyntetyk, wspomagany jakimiś magicznymi przemianami. Nie produkujemy tego zbyt wiele, właściwie to jesteśmy w fazie testów na zwierzętach. Tyle, że kilku naukowców spróbowało to wciągać… Sam wiesz jakiego to daje kopa. Sam się od tego uzależniłem.
- Rozumiem. – Przyznał Darvid. – Czego chciałbyś w zamian za towar?
- Tu mam największy problem, bo nie wiem. Mam tyle, kasy, że mam wszystko. Byłeś częścią mojego eksperymentu, ale znalazłeś mnie. Więc to, co muszę zrobić, to się zabezpieczyć. Szukałeś towaru? Wie ktoś o tym?
- Wie. Nie jeden. Mogło to dojść nawet do jakiś bonzów półświatka. Pytałem swoich informatorów. – Kłamał Ikovar. Nie chciał wspominać o wizycie u Baragastra. – Myślałem, że to ich towar, że mnie nakierują. Nikt jednak nie wiedział.
- Problem polega na tym, że nie wiedziałem, w co się pakuje. Nabałaganiłem. Matka się wścieknie, jak się dowie. Gorzej, jak jakaś mafia się do mnie przypałęta. Ten projekt jest tajny, rozumiesz?
- Rządowy. – Mruknął Darvid.
Anjing nie potwierdził. Nie musiał.
- Cholera.
- Właśnie. Cholera. – Przytaknął Severin. – Dam ci towar, ale potrzebuję pomocy. Kogoś, kto będzie w stanie mnie zabezpieczyć. Umowa stoi?
- Chcę też seksu. Było nam całkiem dobrze.
Anjing uśmiechnął się.
- Podoba mi się twój tok rozumowania.


Komentowanie nieaktywne.

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...