orthank blog

XXXVI.

przez , 01.mar.2013, w Bez kategorii

Vea Tull sprawiała wrażenie zagubionej i zaniepokojonej. Spojrzała na zegarek, jak zwykle, gdy czuła się nieswojo i nie wiedziała, co ma zrobić. Dochodziła jedenasta wieczór. Kolejne dni przynosiły coraz to nowe rewelacje z którymi pani prezydent nie potrafiła sobie poradzić. Tego wieczoru zebrała swoich najbliższych współpracowników w prezydenckim domku letniskowym. O tej porze roku i dnia nie prezentował się on okazale. Lubiła tu przebywać w środku lata, kiedy kwitły wszystkie kwiaty. To miejsce wówczas wyglądało przepięknie, przecież zatrudniano najlepszych ogrodników na całej Mischel. Teraz jednak miało inne plusy. Oryx i Gilhalad grali właśnie w bilard, Undoriel zaś leżała na kanapie sącząc brandy z lodem. Pozornie atmosfera wyglądała na sielankową, ale tak czasem wyglądały spotkania rady prezydenckiej. Tajnej rady. Na tej oficjalnej często bywał też Aham Morsk, jednak on nigdy nie należał do zaufanych współpracowników pani prezydent. W końcu to tylko zwykły urzędnik, oddany, lojalny, ale spoza kliki. Tull nie czuła się za niego odpowiedzialna. Zwłaszcza teraz, gdy ewidentnie sobie nie radził.
- Cały czas męczy mnie ten GAW. – Powiedziała pani prezydent chodząc nerwowo. – Nie wiem, co mam z nim zrobić.
- Kompromitacja Morska jest już całkowita. – Przyznał generał Rwe. – Jego dni są policzone.
- Uciszenie go jednak nie jest dobrym rozwiązaniem. – Zauważył Notluwiń. – Potrzebujemy kozła ofiarnego.
- Potrzebujemy wojny. – Przerwał masud. – GAW i Morsk to przeszłość.
- Wojny? – Zapytała Tull. – Rozmawialiśmy już o tym.
- Ten temat będzie wracał. – Dodał analityk. – Potrzebujemy orichalcosu do zapewnienia sobie bezpiecznych rządów. Nikt nie będzie w stanie się nam zbuntować, gdy będziemy kontrolować podstawowe źródło energii. Ale by produkować orichalcos w dużych ilościach potrzebujemy złóż Wendolii. Korkorot nam ich nie da, to wiemy. Nawet gdybyśmy oferowali duże pieniądze. Bez wojny tego nie zdobędziemy, przynajmniej nie za pani kadencji. Musimy doprowadzić do upadku państwo wendoli.
- Wprowadziłaby pani nas w nową erę. – Dodała elfka. – Globalnego pokoju. Rząd faktycznie byłby globalny. Pani zaś stałaby się symbolem, ikoną. To nam powinno załatwić przynajmniej dwie następne kadencje.
- Pod warunkiem, że wygramy wojnę. – Odparła Vea patrząc na wojskowego.
- Są zacofani względem nas. Nasze latające fortece złamią ich główne siły w przeciągu kilku godzin. Potrzebujemy niecałego tygodnia, by opanować główne miasta Wendolii. Utniemy głowę wrogowi, ten się podda.
- To akurat nie jest takie pewne. – Przerwał Notluwiń. – Zgodzę się, że nasze analizy wskazują, że pozbawieni dowództwa wendole w dużej mierze będą bardziej podatni na współpracę. Pozostaną jednak też tacy, którzy przez lata będą prowadzić walki partyzanckie. To może wyglądać jak kolejne terytorium tych barbarzyńskich reptilionów.
- Główna idea ataku polega na zniszczeniu wszystkich źródeł energii w Wendolii. Ludność cywilna zostanie pozbawiona prądu, wody, sieci czy telefonów. My zaś wkroczymy tam i będziemy inwestować, ale też ich uzależniać. Choćby zbudować sieć energetyczną, ale ciągnąć prąd od nas. Tam nie może powstać żadna elektrownia. Po dwóch, trzech latach okupacji przeprowadzi się referendum. Będą zbyt wygodni, by wybrać wolność. Dołączą do nas.
- A co jeśli ten Kass ma rację i coś pójdzie nie tak? – Dopytywała pani prezydent. – Jeśli przegramy.
- To teoretycznie niemożliwe. – Uśmiechnął się Rwe.
- Teoretycznie właśnie to jest możliwe. – Poprawił go Gilhalad. – Ale to tylko i wyłącznie rozważania teoretyka. Na pewno należy założyć, że wojna może okazać się trudniejsza niż przypuszczamy. Ale taki mały kraj jak Wendolia nie jest w stanie wygrać. To praktycznie nie jest możliwe. Jeśli doszłoby do konwencjonalnego starcia, można ogłosić mobilizację i wysłać tam nawet tysiąc razy więcej żołnierzy niż oni mają obywateli. Zmieciemy ich, choć możemy odnieść duże straty.
- Te straty źle wpłyną na sondaże. – Powiedziała elfka. – Trzeba je zminimalizować.
- Sondaże. – Mruknęła Tull. – Przez GAW pewnie nam spadają.
- Dlatego zgodzę się z tym, że potrzebujemy kozła ofiarnego. – Stwierdziła specjalistka od PR. – Podajmy mediom Morska na tacy.
- On za dużo wie. – Przeciwstawiał się Oryx. – Zresztą GAW należałoby zlikwidować. Dotychczas zamiataliśmy tam wiele spraw pod dywan, ale dziś to jest już nie śmietnik, a bomba. Morsk za dużo wie. Uciszenie go…
- Nam nie pomoże. Nie teraz. – Przerwał mu Notliwiń. – Choć przyznaję, że może być konieczne, w późniejszym stadium.
- Na razie należy rozważyć za i przeciw. – Sugerowała elfka.
- Po wojnie GAW nie będzie nam potrzebny. W trakcie wojny również. – Stwierdził tylko Rwe. – Potrzebujemy tylko i wyłącznie pretekstu, by historia lepiej nas oceniła.
- W takim razie z GAWem poczekamy jeszcze kilka dni. Zobaczymy jak się to odbije na sondażach. – Zadecydowała Tull. – Potrzebuję tylko oświadczenia, które zwala na nich całą winę.
- O to nie będzie trudno. Sprawa z Taradrilem pogrążyła ich kompletnie. – Zaśmiał się Rwe. – Natomiast z Zatachem… Cóż. Powiem tylko tyle, że GAW to nieudacznicy. Nie dość, że nie potrafią złapać Zatacha, to jeszcze nie potrafili dostatecznie zgłębić jego przeszłości. Jest coś, co nie powinno trafić do opinii publicznej. Kilka ładnych lat temu, Vark był naszym agentem. Chcieliśmy go wykorzystać do rozwoju projektu Babel i w sposób pokojowy zdobyć surowce potrzebne do produkcji orichalcosu. Na zasadzie inwestycji join-venture. Zatach jednak się wybił i nas zdradził, zostawił. Obecnie jednak dążąc do wojny, robi dokładnie to, czego oczekujemy po nim najbardziej. GAW jednak do tego jeszcze nie dotarł. Dlatego mam takie a nie inne zdanie o nich.
- To chyba przesądza sprawę. – Powiedział Gilhalad.
- Sugeruję jeszcze poczekać. – Dodała Undoriel. – Kilka dni nas nie uratuje, ale będziemy lepiej przygotowani do odstrzelenia GAWu.
- I Morska. Ale to za jakiś czas. Wpierw niech zmierzy się z porażką. – Uzupełnił Notluwiń.


Komentowanie nieaktywne.

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...