orthank blog

Archiwum dla: Marzec, 2013

XXXIX.

przez , 12.mar.2013, w Bez kategorii

Cela Taradrila była ciemna i pozbawiona światła. W dodatku brudna i zimna. Nawet nie dali mu koca. Król elfów liczył się z konsekwencjami swoich wybryków, ale nie sądził, że będą tak poważne. GAW tym razem przegiął, podobnie jak rząd. Owszem elf oskarżał ich o różne niecne sprawki, ale nie spodziewał się, że zostanie potraktowany w ten sposób. Liczył na coś bardziej zgodnego z prawem, jakiś proces, którym można było przyciągnąć uwagę mediów. Ale odmówiono mu tego. Przetrzymywano go nawet nie mówiąc, kiedy go zwolnią. Zrozumiał, że szybko to nie nastąpi. Może chcą mnie złamać?
Próbował zasnąć, gdy usłyszał krzyki. Zarzynają kogoś? Czy straszą mnie w ten sposób? Przybliżył się do ściany, zamknął oczy, nie zwracał uwagę na kroki. Udawał, że śpi, gdy drzwi do celi się otworzyły.
- Pobudka. – Powiedział wchodzący.
- Jeszcze pół godziny. – Rzucił Taradril.
- Za pół godziny to tu będzie afera. Ja już do tego czasu prysnę. Nie radziłbym tu zostawać. Nie tobie.
Zaciekawiony król elfów odwrócił głowę i zamarł. Przy wejściu do celi stał Vark Zatach we własnej osobie.
- To jakiś podstęp? – Zapytał elf.
- Raczej zgrywa. – Odparł czarnoksiężnik. – Bardzo mi się podobało to, co zrobiłeś w mediach i panika jaką wywołałeś.
- Ale my się nie znamy…
- Osobiście nie. Z mediów ja znam ciebie, ty mnie. Nie musimy się przedstawiać. Ale sugerowałbym, byś wstał i wyszedł ze mną…
- Ale… – Zastanawiał się król elfów. I co ja mam teraz zrobić? Wiedziałem, że od kłamstw kiedyś wkręcę się w jakieś wielkie gówno.
- Myślałem, że jesteś bardziej rozgarnięty. – Westchnął Vark. – Dobra, tryb dla debila. Oni to nagrywają. Rozumiesz? Kamerka… filmik… dźwięk mają zwalony, bo to ćwoki. Magowie zaraz tu dotrą. Chcesz, to zostań, ale cię zamęczą. Bo teraz uwierzą, że się znaliśmy.
- Nie sądziłem, że możesz być tak przekonywujący. – Odparł elf wstając. Poprawił się, wyprostował. – Chodźmy.
Szybko wyszli z celi. Wendol podszedł do stolika.
- Jesteś głodny? Mamy siedem do dziesięciu minut.
- Słabo tu karmią.
- Chyba więźniów. – Odparł Zatach.
- Nie. Chcę stąd wyjść.
Vark zrobił sobie kawę z ekspresu, wziął łyczka i wypluł.
- Faktycznie, jakaś niedobra.
Chwilę potem otworzył magiczny portal, przez który przeszli. Znaleźli się na przedmieściach Bereszit, niedaleko domu Taradrila.
- Teraz jesteś wolny. Wykorzystaj to dobrze. – Powiedział Zatach. – Otocz się mediami i nie daj się złapać.
- Dlaczego mi pomagasz? – Zdziwił się król elfów. Nie pojmuję tego.
- Za kogo mnie masz? Za brutalnego terrorystę, jak pokazują mnie media? Czy może za wojownika o sprawę. Walczysz z rządem, tak samo jak ja. Wiesz jacy są zakłamani. Jesteś tego najlepszym przykładem.
- Gdyby za każde kłamstwo wsadzali do więzienia, nie byłoby polityków. – Oznajmił udając opanowanego Taradril.
- Ale za kłamstwa łapią tych, którzy zagrażają rządzącym. Walcz o prawdę, niczego więcej od ciebie nie chcę. Walcz o prawdę.
Zatach rozpłynął się w powietrzu.
Król elfów stał trochę zagubiony. Z jednej strony był głodny, chciałby się też napić i zarzucić jakiś staff. Ale z drugiej, Vark mógł mieć rację. A co jeśli stoimy po niewłaściwej stronie? Nie to, że on jest jakiś dobry, ale może ma dużo więcej racji niż mi się wydawało.

Komentowanie nie jest możliwe więcej...

XXXVIII.

przez , 04.mar.2013, w Bez kategorii

Restauracja „Pod złotym bocianem” należała do tak drogich i wykwintnych miejsc, że Darvid Ikovar w nich nie bywał. Z trudem wiedział jak się zachować, zwłaszcza gdy zobaczył ilość sztućców, która leżała przy jego talerzu.
Severin Anjing spojrzał na niego z pewnym rozbawieniem.
- Myślisz, że ktoś tu zwraca uwagę na te konwenanse? – Zapytał w końcu.
- Zazwyczaj ktoś zwraca.
- Nie, gdy przychodzi do płacenia. To ekskluzywne miejsce, przy dużym napiwku wolno ci naprawdę dużo.
Agent i tak czuł się nieswojo. Severin zaproponował mu wspólny obiad, ale Ikovar nie wiedział, czy chce kontynuować tę znajomość. Liczyło się tylko orypium.
- Pewnie już wiesz kim jestem i czym się zajmuję. – Powiedział Anjing.
- Kim jesteś to tak, ale czym dokładnie się zajmujesz to nie wiem. Wiem, kim jest twoja matka. Główną szychą w Ergonie.
- Główną szychą jest „Puchacz” Jabi. – Poprawił go Severin. – Moja mama jest tylko główną zarządzającą. Ja zaś znajduje sobie tu różne fuchy, nie przemęczam się. Ale nie wiem nic o tobie.
- Jestem agentem operacyjnym GAWu.
- O kurwa. – Przeklął pracownik Ergonu. – Mam nadzieję…
- Jestem tu całkowicie prywatnie. Nie prowadzę, żadnego dochodzenia. Mam kompletnie inną sprawę na głowie. Zresztą teraz GAW nie ma głowy do nar… środków. Jestem też gejem i mam problemy z narkotykami, a orypium to coś, co mi ostatnio nie dawało myśleć.
- Radzisz sobie w GAWie z takimi… wadami? – Zdziwił się Anjing.
Kelner właśnie podał wino, a chwilę później przyniósł przysmażony stek.
- Muszę. Moja orientacja to moja sprawa. A uzależnienia, cóż… Bywa ciężko. Ale póki, wszystko mam pod kontrolą, daję sobie radę.
- To, co ci wtedy dałem to dobry towar, daje niezłego kopa. Ale jak każdy towar uzależnia. Wolniej, ale bardziej niż cokolwiek innego.
- Masz to jeszcze? – Zapytał Ikovar.
- Mam. I rozumiem, że jesteś zainteresowany kupnem.
- Na to wygląda.
- Tak myślałem. – Odparł Severin. – Przecież nie spotykamy się tu na randce.
- To też moglibyśmy spróbować.
- Towar jest efektem ubocznym jednego z tajnych projektów Ergonu. To biosyntetyk, wspomagany jakimiś magicznymi przemianami. Nie produkujemy tego zbyt wiele, właściwie to jesteśmy w fazie testów na zwierzętach. Tyle, że kilku naukowców spróbowało to wciągać… Sam wiesz jakiego to daje kopa. Sam się od tego uzależniłem.
- Rozumiem. – Przyznał Darvid. – Czego chciałbyś w zamian za towar?
- Tu mam największy problem, bo nie wiem. Mam tyle, kasy, że mam wszystko. Byłeś częścią mojego eksperymentu, ale znalazłeś mnie. Więc to, co muszę zrobić, to się zabezpieczyć. Szukałeś towaru? Wie ktoś o tym?
- Wie. Nie jeden. Mogło to dojść nawet do jakiś bonzów półświatka. Pytałem swoich informatorów. – Kłamał Ikovar. Nie chciał wspominać o wizycie u Baragastra. – Myślałem, że to ich towar, że mnie nakierują. Nikt jednak nie wiedział.
- Problem polega na tym, że nie wiedziałem, w co się pakuje. Nabałaganiłem. Matka się wścieknie, jak się dowie. Gorzej, jak jakaś mafia się do mnie przypałęta. Ten projekt jest tajny, rozumiesz?
- Rządowy. – Mruknął Darvid.
Anjing nie potwierdził. Nie musiał.
- Cholera.
- Właśnie. Cholera. – Przytaknął Severin. – Dam ci towar, ale potrzebuję pomocy. Kogoś, kto będzie w stanie mnie zabezpieczyć. Umowa stoi?
- Chcę też seksu. Było nam całkiem dobrze.
Anjing uśmiechnął się.
- Podoba mi się twój tok rozumowania.

Komentowanie nie jest możliwe więcej...

XXXVII.

przez , 03.mar.2013, w Bez kategorii

Ing Kass zdążył się już przyzwyczaić do obecności Darvida Ikovara, ale nadal lubił przebywać sam. Miał wtedy czas na rozmyślania, a także analizowanie wszystkiego. Profesor był typem samotnika, który potrafił się odnaleźć wśród innych, lecz na dłuższą metę nie potrzebował towarzystwa. Natomiast ciągła obecność kogoś irytowała go. Dlatego dogadywali się z Darvidem tak, by obaj mieli trochę czasu dla siebie. Obecnie znów wszyscy inni agenci GAWu byli zajęci, więc Ikovar wykonywał te zadanie sam. Przerwy w pilnowaniu profesora były więc obu na rękę.
Tego dnia Kass postanowił udać się na cmentarz. To było szczególne miejsce, które czasem odwiedzał, nie tyle by zachować kogoś w pamięci, ale ku przestrodze.
Grób Herlaca Gibbsa nie wyglądał okazale. Odkąd pochowano tu także jego żonę, mało kto tu zaglądał. Matematyk nie wiedział wiele o rodzinie Gibbsa, ale wydawało mu się, że miał jakieś dziecko lub dzieci, które mieszkały jednak gdzieś poza Bereszit. Odgarnął więc trochę liści, przeczyścił płytę i myślał.
Nie znał Herlaca osobiście. To była ta sprawa, którą Kass nazywał przestępstwem doskonałym. Pracował nad nią, ale ani on, ani nikt inny, nie potrafili znaleźć logicznego rozwiązania i wyjaśnienia. Zdarzały się takie sprawy, policja najczęściej je zamykała, zwłaszcza gdy, jak ta, były pojedyncze. Istniały oczywiście pewne kapłańskie i magiczne metody dociekania prawdy, które w tym wypadku przewyższały logikę, głównie dlatego, że nie musiały bazować na znanych faktach. Umysł śledczych, czy Estymator przetwarzały tylko to, co udało się dowiedzieć. Szukano motywów, poszlak, analizowano ślady. W przypadku Gibbsa nie znaleziono nic. Najgorsze, że nikt, kogo możnaby podejrzewać, nie miał motywu.
Śledczy postawili jedną hipotezę, którą uznali za najbardziej prawdopodobną. Twierdzili, że to prawdopodobnie przypadkowa ofiara. Być może któraś z organizacji przestępczych, albo jeszcze gorzej GAW, omyłkowo załatwiło Gibbsa. W takim wypadku dotarcie do prawdy przestało się liczyć dla policji. Sprawa mogła być zbyt niebezpieczna. Stchórzyli, nie chcieli mierzyć się z prawdą.
To dało bardzo wiele do myślenia Kassowi. Lubił wspominać tamtą sytuację. Jego samego zawsze coś pchało do tego, by wszystko pojąć i zrozumieć, wyjaśnić. Najlepiej za pomocą logicznych, matematycznych zasad, indukcyjnie bądź dedukcyjnie. Estymator w kryminologii mógł być przełomowym narzędziem. Jednak tamto doświadczenie uzmysłowiło naukowcowi, jak bezużyteczne jest narzędzie, gdy nie ma dobrze zebranych danych. Całe przewidywanie przyszłości, czy wyliczanie jej, nie miało sensu, jeśli nie miało się otwartych oczu. Świat zmiennych był tak ogromny, że zbyt łatwo dało się zgubić coś, co nie jest oczywiste. A to uzmysłowiło profesorowi, że zbrodnia doskonała istnieje, tylko trzeba mieć pewne założenia. Jedno z nich mówiło o tym, że przestępstwo musi być precyzyjnie zaplanowane i przeprowadzone. Nie mogły zostać żadne ślady, odciski, a ewentualna analiza balistyczna nie powinna nic wykazać. To się dało zrobić, zresztą nie raz się zdarzało. Natomiast drugie założenie dotyczyło motywu. Ten nie powinien być łatwy do zgadnięcia. Przestępstwo nie powinno także przynieść korzyści bezpośrednich, ale jeszcze ważniejsze było to, by ten, który dokona takiej zbrodni, się nią nie chełpił. Nie wracał do niej.
Dlatego przypadkowe morderstwo, na nieznanej osobie, dokonane przez jakiegoś zawodowca idealnie pasowało do tej definicji. Nie było logicznej przyczyny, to bardziej wypadek przy pracy. Ale też memento. Estymator, niezależnie jak będzie dobry, nigdy nie będzie w stanie objąć wszystkich możliwości i rozwiązań. Pozostanie tylko narzędziem, nieużytecznym, jeśli ci, którzy go obsługują nie będą mieli otwartych oczu.
Dlatego właśnie cała ta sprawa zamachów Zatacha, była dla Kassa tak intrygująca. Nie potrafił dotrzeć do danych, które mógłby przetworzyć. Nie wiedział nawet jak je zdobyć, nie licząc współpracy z magami, kapłanami, czy bóstwami. Ale jeśli udałoby się odpowiednio nakierować estymację zmiennych, zgadnąć kilka faktów, to byłoby genialne doświadczenie w rozwoju Estymatora. Z pewnością więcej wnoszące niż analiza przestępstwa doskonałego.

Komentowanie nie jest możliwe więcej...

XXXVI.

przez , 01.mar.2013, w Bez kategorii

Vea Tull sprawiała wrażenie zagubionej i zaniepokojonej. Spojrzała na zegarek, jak zwykle, gdy czuła się nieswojo i nie wiedziała, co ma zrobić. Dochodziła jedenasta wieczór. Kolejne dni przynosiły coraz to nowe rewelacje z którymi pani prezydent nie potrafiła sobie poradzić. Tego wieczoru zebrała swoich najbliższych współpracowników w prezydenckim domku letniskowym. O tej porze roku i dnia nie prezentował się on okazale. Lubiła tu przebywać w środku lata, kiedy kwitły wszystkie kwiaty. To miejsce wówczas wyglądało przepięknie, przecież zatrudniano najlepszych ogrodników na całej Mischel. Teraz jednak miało inne plusy. Oryx i Gilhalad grali właśnie w bilard, Undoriel zaś leżała na kanapie sącząc brandy z lodem. Pozornie atmosfera wyglądała na sielankową, ale tak czasem wyglądały spotkania rady prezydenckiej. Tajnej rady. Na tej oficjalnej często bywał też Aham Morsk, jednak on nigdy nie należał do zaufanych współpracowników pani prezydent. W końcu to tylko zwykły urzędnik, oddany, lojalny, ale spoza kliki. Tull nie czuła się za niego odpowiedzialna. Zwłaszcza teraz, gdy ewidentnie sobie nie radził.
- Cały czas męczy mnie ten GAW. – Powiedziała pani prezydent chodząc nerwowo. – Nie wiem, co mam z nim zrobić.
- Kompromitacja Morska jest już całkowita. – Przyznał generał Rwe. – Jego dni są policzone.
- Uciszenie go jednak nie jest dobrym rozwiązaniem. – Zauważył Notluwiń. – Potrzebujemy kozła ofiarnego.
- Potrzebujemy wojny. – Przerwał masud. – GAW i Morsk to przeszłość.
- Wojny? – Zapytała Tull. – Rozmawialiśmy już o tym.
- Ten temat będzie wracał. – Dodał analityk. – Potrzebujemy orichalcosu do zapewnienia sobie bezpiecznych rządów. Nikt nie będzie w stanie się nam zbuntować, gdy będziemy kontrolować podstawowe źródło energii. Ale by produkować orichalcos w dużych ilościach potrzebujemy złóż Wendolii. Korkorot nam ich nie da, to wiemy. Nawet gdybyśmy oferowali duże pieniądze. Bez wojny tego nie zdobędziemy, przynajmniej nie za pani kadencji. Musimy doprowadzić do upadku państwo wendoli.
- Wprowadziłaby pani nas w nową erę. – Dodała elfka. – Globalnego pokoju. Rząd faktycznie byłby globalny. Pani zaś stałaby się symbolem, ikoną. To nam powinno załatwić przynajmniej dwie następne kadencje.
- Pod warunkiem, że wygramy wojnę. – Odparła Vea patrząc na wojskowego.
- Są zacofani względem nas. Nasze latające fortece złamią ich główne siły w przeciągu kilku godzin. Potrzebujemy niecałego tygodnia, by opanować główne miasta Wendolii. Utniemy głowę wrogowi, ten się podda.
- To akurat nie jest takie pewne. – Przerwał Notluwiń. – Zgodzę się, że nasze analizy wskazują, że pozbawieni dowództwa wendole w dużej mierze będą bardziej podatni na współpracę. Pozostaną jednak też tacy, którzy przez lata będą prowadzić walki partyzanckie. To może wyglądać jak kolejne terytorium tych barbarzyńskich reptilionów.
- Główna idea ataku polega na zniszczeniu wszystkich źródeł energii w Wendolii. Ludność cywilna zostanie pozbawiona prądu, wody, sieci czy telefonów. My zaś wkroczymy tam i będziemy inwestować, ale też ich uzależniać. Choćby zbudować sieć energetyczną, ale ciągnąć prąd od nas. Tam nie może powstać żadna elektrownia. Po dwóch, trzech latach okupacji przeprowadzi się referendum. Będą zbyt wygodni, by wybrać wolność. Dołączą do nas.
- A co jeśli ten Kass ma rację i coś pójdzie nie tak? – Dopytywała pani prezydent. – Jeśli przegramy.
- To teoretycznie niemożliwe. – Uśmiechnął się Rwe.
- Teoretycznie właśnie to jest możliwe. – Poprawił go Gilhalad. – Ale to tylko i wyłącznie rozważania teoretyka. Na pewno należy założyć, że wojna może okazać się trudniejsza niż przypuszczamy. Ale taki mały kraj jak Wendolia nie jest w stanie wygrać. To praktycznie nie jest możliwe. Jeśli doszłoby do konwencjonalnego starcia, można ogłosić mobilizację i wysłać tam nawet tysiąc razy więcej żołnierzy niż oni mają obywateli. Zmieciemy ich, choć możemy odnieść duże straty.
- Te straty źle wpłyną na sondaże. – Powiedziała elfka. – Trzeba je zminimalizować.
- Sondaże. – Mruknęła Tull. – Przez GAW pewnie nam spadają.
- Dlatego zgodzę się z tym, że potrzebujemy kozła ofiarnego. – Stwierdziła specjalistka od PR. – Podajmy mediom Morska na tacy.
- On za dużo wie. – Przeciwstawiał się Oryx. – Zresztą GAW należałoby zlikwidować. Dotychczas zamiataliśmy tam wiele spraw pod dywan, ale dziś to jest już nie śmietnik, a bomba. Morsk za dużo wie. Uciszenie go…
- Nam nie pomoże. Nie teraz. – Przerwał mu Notliwiń. – Choć przyznaję, że może być konieczne, w późniejszym stadium.
- Na razie należy rozważyć za i przeciw. – Sugerowała elfka.
- Po wojnie GAW nie będzie nam potrzebny. W trakcie wojny również. – Stwierdził tylko Rwe. – Potrzebujemy tylko i wyłącznie pretekstu, by historia lepiej nas oceniła.
- W takim razie z GAWem poczekamy jeszcze kilka dni. Zobaczymy jak się to odbije na sondażach. – Zadecydowała Tull. – Potrzebuję tylko oświadczenia, które zwala na nich całą winę.
- O to nie będzie trudno. Sprawa z Taradrilem pogrążyła ich kompletnie. – Zaśmiał się Rwe. – Natomiast z Zatachem… Cóż. Powiem tylko tyle, że GAW to nieudacznicy. Nie dość, że nie potrafią złapać Zatacha, to jeszcze nie potrafili dostatecznie zgłębić jego przeszłości. Jest coś, co nie powinno trafić do opinii publicznej. Kilka ładnych lat temu, Vark był naszym agentem. Chcieliśmy go wykorzystać do rozwoju projektu Babel i w sposób pokojowy zdobyć surowce potrzebne do produkcji orichalcosu. Na zasadzie inwestycji join-venture. Zatach jednak się wybił i nas zdradził, zostawił. Obecnie jednak dążąc do wojny, robi dokładnie to, czego oczekujemy po nim najbardziej. GAW jednak do tego jeszcze nie dotarł. Dlatego mam takie a nie inne zdanie o nich.
- To chyba przesądza sprawę. – Powiedział Gilhalad.
- Sugeruję jeszcze poczekać. – Dodała Undoriel. – Kilka dni nas nie uratuje, ale będziemy lepiej przygotowani do odstrzelenia GAWu.
- I Morska. Ale to za jakiś czas. Wpierw niech zmierzy się z porażką. – Uzupełnił Notluwiń.

Komentowanie nie jest możliwe więcej...

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...