orthank blog

XXXIV.

przez , 26.lut.2013, w Bez kategorii

Darvid nie potrzebował zatrzymywać się na stacji benzynowej po to, by zatankować swój samochód. Chciał sobie kupić coś do zjedzenia, choćby gorącego hot-doga i może do tego jakiś zimny napój. Nie miał przekonania do sieci fast-foodów, ale na stacji wyglądało to bardziej swojsko, domowo i smaczniej. Zdrowiej pewnie nie. Domyślał się, że to dokładnie ten sam poziom. Zresztą jak prawie każdy trzeźwo myślący obywatel zdawał sobie sprawę, z tego, że obecnie w jedzeniu jest więcej chemii niż wartości odżywczych. Wszystko musiało być tanie, ładnie wyglądać i długo zachowywać smak i wygląd. Efekt był taki, że wszystko szpikowano utrwalaczami i polepszaczami. Czasem nawet zapominano o podstawowych składnikach. Ikovar kiedyś natknął się na sok z truskawek, który w ogóle ich nie zawierał. Smakował dobrze, ale to chyba nie było to.
Agent GAWu uważnie przyjrzał się parówkom, przestudiował menu, a dopiero potem, gdy ślinka mu już ciekła, ustawił się w kolejce. Przed nim stał mężczyzna, na oko gdzieś w jego wieku. Zadbany, doskonale ubrany, elegancki, zapewne zamożny. Darvid spoglądał na jego żółtawą cerę i czarne włosy. Niezłe mięsko.
- Ile płacę? – Zapytał mężczyzna.
Coś agenta tknęło. Znał ten głos. Nie zwrócił uwagi na to, co mówiła ekspedientka, czekał tylko na kolejną wypowiedź nieznajomego, starając się przypomnieć, skąd zna ten głos.
- Proszę bardzo. Reszta dla pani.
- Dziękuję, do widzenia. – Powiedziała, potem spojrzała na Ikovara. – W czym mogę pomóc.
- Hot-doga, z parówką z serem i sosem czosnkowym.
Pani poszła przygotować jedzenie. To zajmowało jej może z pół minuty. W niektórych fastfoodach może byłoby szybciej, ale nie wiele. Wszystkie półprodukty były gotowe, musiała tylko podgrzać i złożyć.
Darvid w tym czasie przyglądał się wychodzącemu mężczyźnie. Nie kojarzył twarzy, ale kojarzył posturę. I ten głos.
- O kurwa… – Mruknął pod nosem.
- Słucham? – Zapytała kobieta.
- Reszty nie trzeba. – Rzucił jej pieniądze na blat i wyrwał hot-doga.
Następnie ruszył za nieznajomym, który właśnie podchodził do swojego samochodu, luksusowego Gertlaya sprzed roku, czy dwóch.
Agent podbiegł do mężczyzny.
- Przepraszam pana bardzo – zatrzymał go.
- Tak? Zgubiłem coś?
- Niezupełnie. Co może mi pan powiedzieć o orypium?
Nieznajomy przez chwilę wyglądał na zakłopotanego. Potem przypatrzył się Darvidowi.
- Czy myśmy nie…
- Też mi się tak wydaje.
- Skoro tak, to może porozmawiajmy w innym miejscu.
- Tam gdzie ostatnio? – Uśmiechnął się agent.
- Znamy już swoje twarze.
- I nie tylko.
- Ale o wiadomych tematach możemy porozmawiać jedynie w bezpiecznym miejscu. – Wyciągnął wizytówkę i podał ją Ikovarowi. – Severin Anjing.
- Darvid Ikovar. – Przedstawił się agent ściskając rękę mężczyzny.
- Spotkajmy się jutro w porze obiadowej. Zadzwoń do mnie koło jedenastej, dogadamy szczegóły. Teraz muszę jechać.


Komentowanie nieaktywne.

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...