orthank blog

XXXII.

przez , 22.lut.2013, w Bez kategorii

Darvid Ikovar starał się jak mógł najlepiej być dobrym ochroniarzem Inga Kassa, ale profesor nie zawsze życzył sobie cienia. Zwłaszcza, gdy przebywał na uczelni. Wówczas agent najczęściej miał wolne. Zresztą wśród wykładowców było kilku bardzo potężnych kapłanów, więc miejsce wyglądało na bezpieczne.
Najbezpieczniejsza lokacja znajdowała się w gabinecie rektora Prona. Stary Horac był potężnym kapałem Venery, kto wie może właśnie to sprawiło, że pomimo swojego podeszłego wieku, a miał już dziewięćdziesiąt dwa lata, wciąż zachowywał trzeźwość umysłu i sam potrafił zrobić wszystko wokół siebie. Choć oczywiście wymagało to trochę więcej czasu niż kiedyś.
- Wezwałeś mnie. – Zaczął Kass, gdy razem siedzieli przy biurku i znów oddawali się grze. Karty stanowiły oczywiście rozrywkę, głównie intelektualną, ale też wymagały od obu rozmówców podzielności uwagi. – Coś nowego w sprawie Babel?
- Nic. Nie jestem w stanie dowiedzieć się niczego więcej na temat tego projektu. – Odrzekł Horac. – Tym razem mamy inną kwestę do omówienia.
- Dzieje się ostatnio bardzo dużo. Właściwie codziennie media donoszą o nowej dziwnej rzeczy. Ten rok będzie wyjątkowy.
- Wyliczył to Estymator?
- Nie, sam doszedłem do tego wniosku. – Powiedział smutno Ing. – Wyjątkowy, niekoniecznie znaczy dobry, ale z pewnością pamiętny.
- Z pewnością będzie to rok zmian. – Kontynuował rektor. – I o nich właśnie chcę porozmawiać. Wiesz, wiek emerytalny osiągnąłem już dawno temu.
- Chcesz odejść? Trzymasz się jeszcze całkiem dobrze. – Mówił matematyk spoglądając w swoje karty. – Zresztą trudno będzie znaleźć kogoś na twoje miejsce.
- Dlatego pytam ciebie. Chciałbym, byś został rektorem i zadbał o nasz Uniwersytet.
- Wolałbym by potrwało to jeszcze trochę. Daj mi przygotować się do tej myśli. Mogę ci pomóc, ale nie chcę zabierać cię ze stanowiska. Nie chcę też tracić mentora i przyjaciela. Ty jesteś duszą tej uczelni. Ja nigdy nią będę.
- Ale Mischel nie kończy się na Bereszit. – Mówił Pron. – Może nie wiele życia mi pozostało, ale mogę jeszcze pewne rzeczy osiągnąć.
- O, jakiś nowy plan się kroi? – Zaczął zastanawiać się Kass, szybko jednak wrócił do kart.
- Nie plan, a konieczność. Nieoficjalnie mówi się, że Arcykapłan chce podać się do dymisji z powodów zdrowotnych.
- To ci nowina. Abdykacja nie wydarzyła się od stuleci, a wszystkie poprzednie chyba były wymuszone. – Zdziwił się matematyk.
- Pewnie tak. Zresztą ta pewnie też będzie. Zbadałem sprawę. On nie ma jeszcze siedemdziesiątki, na zdrowiu podupada, jak każdy, ale nie jest jeszcze tak źle.
- Więc o co chodzi?
- Sprawa jest skomplikowana. – Zaczął powoli Pron. – Rozmawiałem z Venerą i chyba ona przerasta nas śmiertelników. Bogowie trochę odwracają się od Mischel, zajmują się własnymi sprawami i… konfliktami. Możliwe, że na jakiś czas wyłączą się z wpływania na nasze życie. Odejdą.
- Odejdą? To by była katastrofa.
- To by była rzeczywistość jakiej nie znamy. Chyba nie łatwo byłoby się przystosować.
- Ano właśnie. W tym okresie potrzeba silnego Arcykapłana, który nie tylko będzie działał ponad wyznaniami, ale też i wszelkimi frakcjami. Ktokolwiek nim zostanie, może dużo zyskać. – Kontynuował Horac. – Dlatego będę chciał wystartować. To umocni pozycję naszego Uniwersytetu i wyznawców Venery. Mam o tyle szansę, że wiek jest po mojej stronie. Od ostatniego wyboru Arcykapłana minęło pięć lat, dawne obozy się porozchodziły, a nie powstały jeszcze nowe. Politycznie dobrze jest wybrać kogoś, kto nie pożyje długo.
- Tylko musimy mieć pewność, że obecny Arcykapłan abdykuje.
- Tego jestem pewien. – Uśmiechnął się rektor. – Oficjalnie będą to względy zdrowotne. Nieoficjalnie okazało się, że on ma syna…
- A taki z niego zwolennik celibatu. – Zdziwił się Ing.
- Ta sprawa już zaczęła wychodzić. Dlatego on abdykuje i się zaszyje gdzieś bardzo szybko. Spiski kapłanów będą dla niego nieistotne. Natomiast my potrzebujemy umocnić pozycję naszej uczelni. Dlatego potrzebuję kogoś, kto mnie zastąpi na stanowisku rektora.
- Może poczekajmy jeszcze, aż wszystko zacznie się układać po naszej myśli.
- Nie możemy czekać, profesorze Kass. Musimy działać. Dlatego, chcę byś w trybie natychmiastowym został moim zastępcą. Zaczniesz się wdrażać w obowiązki, a gdy nadejdzie odpowiednia chwila przejmiesz je. Uniwersytet będzie gotowy.
- Rozumiem, że wszystko zostało już postanowione.
- Dla dobra naszego Uniwersystetu.


Komentowanie nieaktywne.

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...