orthank blog

XXXIV.

przez , 03.cze.2010, w Bez kategorii

            Gűnther
znaleźli, tak jak się tego spodziewali, w baraku. Zastanawiał się właśnie jak
przesłuchać niziołka, który właściwie chętnie odpowiadał na każde pytanie.
Tyle, że mówił to, co mu ślina na język przyniesie i gubił się w zeznaniach.

            -
Twierdzisz, że to baron Kohert kazał zabić Kalsberga?

            -
Tak, zawsze miał na niego chrapkę. Lubił chłopców. I chłopów. W sumie w jego
wieku, już niedowidział, więc liczyła się tylko dupa. – Opowiadał Randal, tak
podekscytowany, że aż czasem ciekła mu ślina z ust.

            Larandar,
Ishet i Mirak weszli do środka.

            -
Chcieliśmy z panem porozmawiać. – Zaczepił szefa straży mag.

            -
O złoczyńcy przyszli mnie odwiedzić. Oni tu sprowadzili pecha. Ściągnęli na nas
fatum, na niebie pojawiają się dziwne znaki… A nie to sufit jest brudny.
Ciekawe kto zabrudził. I czym? – Spojrzał na czarodzieja. – Oj nieładnie,
zboczku mały! Celowałeś?

            -
Widzę, że nizioł nadal szaleje?

            -
A tak, nie zważajcie na niego uwagi. – Odparł Gűnther.

            -
Chcieliśmy dostać się do naszej kwatery. Prawdę mówiąc nie mamy nawet gdzie
spać. Johan mówił, że tylko pan może nam otworzyć. Rozumiem, że sprawdziliście
pokój.

            -
Ha! Chcą prysnąć. Ja bym ich zamknął. I przesłuchał. – Sugerował Randal. – No tak,
ale nie jestem szefem straży. Woleli zrobić nim jakąś dupę wołową, niż kogoś
mądrego i rozsądnego. Ale trudno, jaki pan, taki kram.

            -
Zamknij się! – Zirytował się dowódca. – Albo zajmę się tobą tak, że jeszcze to
popamiętasz!

            -
Rozumiem spuścić majtałasy i pokażesz mi swoją fujarę… Ale będę miał ubaw. I
tak już pół wioski o tobie słyszało, a drugie pół jeszcze nie spało z twoją
żoną.

            W
izbie zapanowała konsternacja. Gdyby nie było świadków Gűnther prawdopodobnie
skopałby niziołka, a może nawet go zabił. Miał go już dość. Tyle, że ten pajac doskonale wie, że
przegina i jak teraz zginie, będzie to wskazywało na mnie. Chuj pierdolony.


            -
Myślę, że na razie przesłuchanie skończone. – Oznajmił. – Pójdę z wami i
jeszcze raz przejrzę sobie ten pokój. Ostatnio był tam straszny syf.

            -
Bo weszły tam służby porządkowe. – Dodał halfling. – Wiecie ludziska i elfidła,
jak taki buc jest szefem straży, to różne rzeczy się zdarzają. W ogóle dziwi
mnie, że koleś nic nie robi w sprawie morderstw. Zamiast chronić młynarza przed
niechybną śmiercią, albo przynajmniej dbać o cnotę swojej żony. Przecież pół
wiochy ją rypało.

            -
Zamknij się!

            -
A co nie prawda? Może zaprzeczysz, że spałem z twoją żoną? – Drwił z Gűnthera
nizioł i sprawiało mu to nieziemską radość. – Mówiła mi, że jeszcze takiego
ogiera w życiu nie miała, a najbardziej to obrzydzają ją flaki. Zwłaszcza
jeden. Ponoć korzeń chrzanu lepszy. Nadal nie wierzysz? A wiesz, że ona ma
pieprzyk tuż nad cipką, po prawej stronie?

            -
Może poczekamy na zewnątrz. – Zasugerował Larandar.

            Cała
trójka powoli wycofała się z baraku. Inni strażnicy woleli także unikać
spojrzenia swojego szefa.

            -
Zmyślasz! – Przeładował kuszę.

            -
Nie lizało się cipki żony, to się nie wie. Sprawdź. Potem pogadamy. A jutro
przyjdziesz mnie błagać o to, bym zdradził ci, kto zginie następny… I lepiej
przyjdź jutro.

            Dowódca
straży zrobił się jedynie czerwony i wyszedł na zewnątrz.

            -
Kurwa. Zabiłbym drania gdybym mógł.

            -
Można go spokojnie zabić, jeśli okaże się, że nie ma racji z tym młynarzem. –
Zasugerował elf. – Nie sądzę, by ktoś za nim specjalnie tęsknił.

            -
Gorzej, że muszę poczekać, co z tym młynarzem. Jeśli postawię tam straże, mogę
spłoszyć mordercę i nie wiem, czy ten pieprzony Randal wie co mówi, czy kłamie.

            -
Gorzej, że jeśli młynarz zginie, a nizioł nie go tylko trafił przypadkiem?

            -
Jest jeszcze jedna możliwość. – Dodał Mirak. – On z więzienia decyduje, kto ma
zginąć, a ktoś inny wykonuje rozkaz. Może ten psychol to szef szajki.

            -
Aresztujcie wszystkich niziołków. – Zasugerowała Ishet. – Pewnie są umaczane.

            Dowódca
pokręcił jedynie głową. Nie wiem, co z
tym zrobić.
Potem odprowadził całą trójkę do zajadu i zaprowadził ich do
pokoju. Otworzył drzwi, wewnątrz wszystko było porozrzucane. Nikt nawet nie
próbował tu rzeczy przeszukać, tylko jak najwięcej nabałaganić i poniszczyć. Pieprzony Randal! Gűnther nie miał
ochoty niczego tu szukać. Zwłaszcza, że na podłodze znajdowały się ślady krwi,
a smród z łóżka mógł jedynie sugerować, co tu wyczyniał niziołek. Pożegnał się
i zostawił ich.

            Załamani, zabrali się
za porządkowanie. Larandar najbardziej się ucieszył, gdy znalazł kawałek mapy.
Cały i bezpieczny. Dobrze, że ci idioci
nic z tym nie zrobili.

:

Komentowanie nieaktywne.

stat4u <!-- s4uext=s4upl(); document.write('stat4u') //--> stat4u

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...